17 czerwca 2016

Bo bycie jedynym piratem na imprezie nie jest złe



W technikum miałam przyjaciela, z którym mieliśmy dużo wspólnych zainteresowań. Dzieliliśmy się spostrzeżeniami, uwagami, różnymi ciekawostkami, nowościami. Często była to muzyka. Często ja jemu bądź on mnie wysyłaliśmy linki do piosenek na youtube z pytaniem "A tego wykonawce znasz?" Tak też odkryliśmy Lindsey Stirling, tańczącą skrzypaczkĘ, wykonującą covery ale i także swoje autorskie utwory Obydwojgu nam się na prawdę przypadła do gustu, informowaliśmy się nawzajem o nowych jej piosenkach, omawialiśmy nowe teledyski. Zaraźliwa w jej muzyce i teledyskach jest jej energia, lekkość. Dzięki niej pokochałam skrzypce jeszcze bardziej. W 2014 roku był jej koncert w Warszawie, jednak głupia pomyliłam miesiące. Byłam pewna że koncert ma miejsce w listopadzie i na początku października uświadomiłam sobie że to jednak w połowie października. Biletu kupić nie zdążyłam i byłam zła na siebie, gdyż bardzo chciałam artystkę zobaczyć na żywo. Mam nadzieję, że kolejnego jej koncertu nie przeoczę w tak głupi sposób. Ale w tym poście nie chcę omawiać dokładnie jej muzyki, tylko inne jej małe dzieło. Otóż Lindsey ostatnio wydała książkę ze swoją biografią i to właśnie o niej chciałam napisać.
Gdy zobaczyłam, że Lindsey wydała swoją książkę postanowiłam, że chcę ją mieć. Miałam akurat odłożonych przysłowiowych parę groszy na nic szczególnego, ale wystarczyło. Książkę zamówiłam w internetowej księgarni Aros i niecierpliwie czekałam na dostawę. Kiedy tylko ją dostałam od razu zabrałam się do czytania. Wręcz ją pochłonęłam. Lindsey bardzo ciepło, luźno opowiada o swoim życiu. Nie przytacza każdego dnia, miesiąca ze swojego życia, tylko skupia się na tych wydarzeniach, które miały istotny wpływ na jej osobę, na to kim się stała, na jej zainteresowania, pasję. 
Pierwsza wydana płyta Lindsey. Udało mi się
ją upolować na wyprzedażach w Biedronce :p
Książka podzielona jest na trzy części i każda opowiada o innym etapie w jej życiu. Dzieciństwo, początki, kiedy zwykło zainteresowanie zamieniło się w pasję oraz część gdzie opowiada jak to jest być znaną artystką. Całość jest historią zwyczajnej dziewczyny, która zawsze dąży do bycia sobą i podąża za głosem własnego serca i robi to za pomocą swoich własnych sił, możliwości, pracy i wsparcia najbliższych, które okazuje się największą siłą napędową. Są momenty które rozbawiają do łez, ale także fragmenty, w których skrzypaczka dzieli się swoimi problemami, z którymi musiała się zmierzyć. Książka napisana jest w taki sposób, że czytelnik ma wrażenie, iż Lindsey swobodnie siedzi obok niego z kubkiem gorącego kakao i opowiada o swoim życiu jak stara dobra koleżanka. Jest to także opowieść o tym, że bycie indywidualistą, robienie tego co się kocha, lubi ale nie do końca tak, jak to jest utarte ale na swój własny wyjątkowy sposób nie jest wcale takie złe i , choć czasem jest ciężko, ponieważ nie jesteśmy rozumiani i akceptowani tak jakbyśmy tego chcieli to warto pozostać sobą bo to daje największą satysfakcję i radość.
Nie polecę Wam konkretnego utworu Lindsey, bo bardzo lubię je wszystkie. Ale tutaj udostępniam "Spontaneous Me" który jako pierwszy miał profesjonalny teledysk oraz "Crystallize" najbardziej popularny utwór Lindsey na yt. Po resztę bardzo gorąco zapraszam na jej kanał na yt --> KLIK oraz do sięgnięcia po jej książkę ;)
PS. Taką ciekawostką, którą chcę się z Wami podzielić jest to że polskie wydanie jest pierwszym przetłumaczonym wydaniem na świecie ;)


Dane o książce


Tytuł Jedyny Pirat na imprezie
W oryginale The Only Pirate at the party
Autor Lindsey Stirling, Brooke S. Passey
Wydawnictwo Feeria Young
Przekład na j. polski Jerzy Bandel
Oprawa miękka
Ilość stron 295
Data wydania 2 czerwca 2016



9 komentarzy:

  1. Z przyjemnością wysłuchałam kilku utworów tej dynamicznej osóbki i myślę, że będę do nich wracać bo uwielbiam skrzypce :) A na książkę jeszcze nie trafiłam, ale to nic straconego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że kogoś zaraziłam sympatią do Lindsey bo według mnie zasługuje na to :) A książkę na prawdę polecam, nawet tym którzy nie są miłośnikami muzyki czy skrzypiec, bo to nie o muzyce czy skrzypcach jest książka a za podążaniem za swoimi marzeniami i pozostaniu sobą :)

      Usuń
  2. pierwszy raz słyszę o tej artystce! bardzo lubię dźwięk skrzypiec (w przeciwieństwie np. do mojej mamy, która nie cierpi tego instrumentu i pewnie w życiu nie pozwoliłaby mi na nim grać :D). nie przepadam jednak za muzyką, w której... nie śpiewają. choć te utwory Lindsey są dość energiczne, a co za tym idzie - nienudne. dzięki za ten post, fajnie było się dowiedzieć czegoś nowego. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wolisz utwory ze śpiewem to Lindsey ma także sporo występów z innymi artystami w coverach jak nap. w utworze "Radioactive" z grupą Pentatonix czy "We found love", występuje również z artystami w ich własnych kawałkach jak z Johnem Legendem czy z grupą Echosmith. Razem z Lizzy Hale stworzyła kawałek "Shatter Me", w którym jest także śpiew, więc spokojnie byś coś dla siebie myślę znalazła jeśli lubisz skrzypce :) Dla mnie np. Utwór Johna Legenda "All of Me" w oryginale bez Lindsey brzmi niekompletnie już, wolę wrsję ze skrzypcami :D

      Usuń
  3. Lidnsey, a właściwie jej twórczość, poznałam na pierwszym roku studiów :D. To prawda, ta energia z jej utworów jest magiczna, budzi szereg pozytywnych emocji. Od czasu do czasu lubię sobie posłuchać niektóre kawałki, szczególnie cover Macklemora. O książce nie miałam pojęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej książka w języku polskim została wydana niedawno, na początku czerwca. Co do coveru Macklemora to tak jak pisałam, wszystkie utwory czy to jej własne czy covery bardzo lubię, ale zawsze znajdzie się takich które podobają się bardziej i akurat ten cover niestety nie znalazł się w tych bardziej. Za to bardzo lubię Radioactive z grupą Pentatonix, którą w sumie dzięki temu coverowi poznałam i też polubiłam :)

      Usuń
  4. Absolutnie uwielbiam tę dziewczynę! Jej twórczość daje niesamowitą energię, często słucham jej utworów kiedy tworzę wpisy na bloga, nie rozprasza, wręcz pomaga w skupieniu. Rewelacja, nawet nie wiedziałam, że powstała książka, ale z pewnością przeczytam :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak pięknie mieć pasję i takie zaangażowanie w śledzeniu jednego artysty :)

    Pozdrawiam! :)

    http://w365dnidookolazycia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznaję, że nie miałam pojęcia o istnieniu tej dziewczyny i jest mi głupio, gdyż sporo osób ją zna, z tego co tutaj czytam. Skrzypce lubię, choć nigdy nie miałam z nimi bliższego kontaktu. O książce jednak słyszałam, choć nie miałam w planach jej przeczytania. Teraz jednak nieco mnie zaintrygowałaś samą osobą i możliwe, że kiedyś (choć zapewne nie w niedalekiej przyszłości) po nią sięgnę ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń